Uporządkujmy dyskusję o local content
Opinia | Trzeba stawiać na myślenie strategiczne, a nie preferencje lokalne
Local content – to pojęcie, które w ostatnich miesiącach robi zawrotną karierę w debatach na temat strategicznych inwestycji państwa. Niewątpliwie stało się pojęciem modnym. Takie mody mają jednak swój koszt. W warstwie komunikacyjnej zwykle jest nim terminologiczny chaos i powstawanie mitów. Te zaś zwykle realnie wpływają na rzeczywistość. I zazwyczaj nie jest to wpływ dobry. Dlatego tak ważne jest porządkowanie rzeczywistości i obalanie mitów, do czego – mam nadzieję – ten tekst nieco się przyczyni.
Jak rozumieć local content?
Niestety obecnie publiczna dyskusja o local content bardzo przypomina „grę w pomidora”. Mianowicie pojęcie to używane jest tak swobodnie i w takim oderwaniu od ekonomicznych oraz prawnych uwarunkowań, że obserwator dyskusji może uzyskać wyobrażenie na temat local content mniej więcej takie, jak uczestnik wspomnianej gry próbujący stwierdzić, czym w istocie jest pomidor.
Wynika to z faktu, że local content nie ma swojej definicji legalnej (nie jest pojęciem prawnym). Nie ma również ustalonej i powszechnie akceptowanej definicji naukowej, choć oczywiście próby konceptualizacji tego pojęcia są w nauce podejmowane. Ich analiza wykazuje, że local content jest tylko jednym z terminów wykorzystywanych w szerszej dyskusji wokół...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)